„Nie wolno się brzydko bawić”
0

Zaproszenie

Obawiałam się, że robiąc film NIE WOLNO SIĘ BRZYDK BAWIĆ, zajmuję się tematem dawno nieaktualnym. Zresztą zewsząd słyszałam: „Znowu ta wojna?! Dajmy spokój z tą wojną! Idźmy do przodu!”

 

Ale kiedy okazało się, że o hitlerowskim obozie dla dzieci i młodzieży przy ulicy Przemysłowej w Łodzi, z filią w Dzierżąznej, nikt nie wie, nawet historycy…

… kiedy odnalazłam ostatnich żyjących byłych więźniów obozu, którzy opowiadali historię sprzed ponad 60 lat, z bólem tak żywym, jakby to wczoraj ktoś ich głodził, poniżał, zmuszał do pracy ponad siły, bił i wykorzystywał…

… kiedy porządkując garaż mojego taty, natknęłam się na informację, że w dzieciństwie był więźniem obozu przy Przemysłowej, i przypomniałam sobie, że w naszym domu mówiło się o tym z wstydem, poczuciem winy, obrzydzeniem…

zaczęłam podejrzewać, że w tych okrzykach „Dajmy spokój z tą wojną” nie chodzi o zwykłe zmęczenie tematyką wojenną, ale o bezradność. Wobec emocji, które nie skończyły się wraz z końcem wojny, i które nie kończą się wraz ze śmiercią jej ofiar.

 

Zostają w ich dzieciach i wnukach. Specjaliści nazywają to transgeneracyjnym przekazem traumy. Brzmi dość abstrakcyjnie, ale w praktyce oznacza, że praktycznie każdego dnia przeżywamy wojnę od nowa i od nowa. Że ofiara staje się katem, a kat ofiarą. Aż do kolejnej awantury, choroby, śmierci. I wszystko nieświadomie, a więc bez możliwości wyjścia z zaklętego kręgu poczucia winy, chęci odwetu, wstydu, bólu…

 

Jestem scenarzystką, reżyserką i producentką filmową. Dlatego naturalną wydała mi się decyzja zrobienia filmu dokumentalnego o nieznanym obozie. I o byłych więźniach, przez niektórych traktowanych jako „niepełnowartościowi”. – Na taką opinię miała wpływ oficjalna niemiecka nazwa obozu – sugerująca, że zamykano w nim drobnych przestępców (niektórzy mieli zaledwie 2 lata, zdarzały się też niemowlaki!). Ale przede wszystkim czułam się w obowiązku wobec mojego taty. Czułam, że jestem mu winna ten film. A potem byłam na niego bardzo zła. Bo musiałam wracać do trudnych wspomnień i emocji. Obwiniałam go za nie. Aż w pewnym momencie zaczęłam trochę więcej rozumieć i czuć. I uświadomiłam sobie, że szukałam obozu i znalazłam go – przede wszystkim – dla siebie.

 

W filmie zdążyły wystąpić ostatnie żyjące byłe więźniarki i byli więźniowie obozu. Niewielu z nich dożyło ukończenia filmu. Dla wszystkich jest spełnieniem ich życiowego marzenia, żeby o ich zapomnianym i lekceważonym obozie nareszcie ktoś usłyszał.

 

Spełniając ich prośbę, pragnę zaprezentować Państwu film, nad którym pracowałam 4 lata, a wspierało mnie w tym wielu wspaniałych ludzi, zarówno z Polski, jak i z Niemiec, którzy uznali, że historia obozu dla dzieci i młodzieży przy ulicy Przemysłowej w Łodzi, z filią w Dzierżąznej jest warta opowiedzenia.

 

Zapraszam Państwa do garażu…

Jest pełen rzeczy po moim zmarłym tacie, które przypominają, oskarżają… ale i zaczynają rozgrzeszać. Chcę Wam opowiedzieć historię, która, choć zaczęła się wiele lat temu, ma swój ciąg dalszy „tu i teraz”.

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli zechcą Państwo przyjąć moje zaproszenie.

 

Urszula Sochacka

Autorka filmu NIE WOLNO SIĘ BRZYDK BAWIĆ